Witam. Ja z innej beczki, nie będę tu nikogo posądzać tylko po prostu mam bardzo uciężliwego sąsiada któremu wszystko nie pasuje.
Sytuacja wygląda tak...
Mieszkam w małej miejscowości w domu 2 rodzinnym poniemieckiem w 4 osobowej rodzinie. Nasze mieszkanie jest na dole, górną część budynku zajmuje mój kochany sąsiad. Już jak się wprowadzali to ludzie nas ostrzegali : "no ładnie trafiłeś, to przecież były ormowiec, będziesz miał nie lada przygody". Taa a człowiek im nie wierzył...
Na początku było miło, później sąsiadom zaczęło nie podobać się to że parkujemy razem w garażu (jeden garaż na dom). Mój tato ustąpił, zaczęliśmy parkować przed domem na powietrzu. Później problemy z tym że za dużo wody zużywamy (zrobiliśmy specjalnie oddzielną instalację dla nas). I tak ciągle coś, później nie dokładali się np. na remont dachu czy ganku bo po co ? Znowu im coś nie pasowało...ale mniejsza z tym.
Na samym górze na strychu mieszkała moja "przyszywana" babcia, miła i spokojna kobieta. Też im wszystko przeszkadzało, to że nie wyłączyła czajnika i gwizdał (była przygłucha), to że korzystała z jednej toalety z nimi (chodziła do toalety zrobić interes raz na tydzień bo starszy człowiek to i inny metabolizm) - to my jej udostępnialiśmy naszą.
Babcia raz spadła ze schodów to mówili niby pod nosem "dobrze jej tak tej starej ****" (skąd w ludziach tyle nienawiści ?).
Babcia po tym wypadku niedługo po tym zmarła (oczywiście sąsiad w pierwszym rzędzie siedział na pogrzebie i ją "opłakiwał") i jej mieszkanie na poddaszu zostało podzielone na naszą część i ich część. My naszą część kapitalnie wyremontowaliśmy, zostało wszystko zburzone i powstało całkiem ładne mieszkanko dla singla, pary.
I oczywiście chyba z sąsiedzkiej nienawiści sąsiad zaczął się czepiać. Np. tego że z drzwiami się wysunęliśmy (mimo że on to zrobił pierwszy

. Najbardziej to chyba go boli to że wynajmujemy to mieszkanie i mamy dodatkowy zarobek (opłacamy podatki z tego względu bo wiemy że zaraz by poleciał donosik).
Teraz naszym lokatorem jest młody mężczyzna, 24 lata, informatyk , w domu bywa późnymi wieczorami. Rozchodzi się o to że on "hałasuje" w czasie ciszy nocnej. Tylko im przeszkadza wszystko, od tego że wchodzi po schodach (ma ciężki chód) czy zamykanie lub otwieranie szafy z ubraniami (!) oraz szuranie krzesłem.
Chłopak jest naprawdę spokojnym lokatorem, nie robi żadnych imprez, cichy , spokojny, nawet muzyki nie słucha. A sąsiad zaczął tupać nad nami w godzinach około 22.15 i zamykać drzwi rozsuwane aby nam zrobić na złość (nic że nie pogadał jak człowiek a jego zonusia do naszego lokatora powiedziała "dzień dobry, ty **** pie****, ****, *** - tak wyglądała rozmowa).
No i zaczęli wzywać policję - przyjechał znajomy buc i kazał walić koledze drzwiami od szafy a sam poszedł do sąsiada i mówi że hałasuje rzeczywiście

(szafa jest chroniona przez materiał ale wiadomo, jak ktoś nawala specjalnie to będzie hałasować).
Mój ojciec to też pipka bo powinien od razu stawiać na swoim a nie jeszcze się kłania sąsiadowi. Nawet ostatnio wymyślił że położy jakąś matę tłumiącą hałas. Taa, tylko wtedy sąsiadowi będzie przeszkadzało jak za przeproszeniem lokator będzie robił kupkę (też odgłody i hałas

). Bo tu chodzi o to aby się czepić, a nie o hałas.
Czy ktoś miał podobną sytuację ? Czy policja może coś zrobić gdy lokator wykonuje normalne czynności życiowe a temu ciągle to przeszkadza ? Może sąsiad powinien obniżyć sufity (my tak zrobiliśmy i o wiele lepiej jest z hałasem, nie słychać sąsiada jak szura nogami) ?
Proszę o wszelką poważną pomoc, wydaje się to śmieszne jednak denerwujące jest ciągłe wzywanie policji przez niego (swoją drogą gdyby te policjanci byliby poważni to by sąsiad dostał mandat za bezpodstawne wzywanie policji).
Pozdrawiam serdecznie,
Paweł M.