Dziękuję za błyskawiczną reakcję!
Cały problem polega na tym, że - jak pisze Gosiakz - potrzebna jest jednomyślna zgoda wszystkich. Przynajmniej tak mówi polskie prawo... Natomiast Art.199, o którym wspomina Owner jest nam znany i między innymi na niego powołujemy się w apelacji. A póki co, sąd nie zgadza się na wykreślenie zarządu powierzonego...czekamy na wynik apelacji. Zastanawiamy się co dalej - gdzie jeszcze uderzyć i jakie kroki podjąć, w przypadku jeśli i w tym razem sąd orzeknie na naszą niekorzyść. Nie wierzę, że jesteśmy skazani na tego zarządcę dożywotnio! Niemniej jednak, złożone, a nie zaskarżone przez niego wypowiedzenie umowy o prowadzenie zarządu uważamy za skuteczne. Tylko, że to my musimy udowadniać, że on nas wykorzystuje.
Zależy nam na wykreśleniu zarządu powierzonego, bo tylko wówczas będziemy mogli zdecydować się na nowego, profesjonalnego zarządcę (mimo, iż w małej wspólnocie nie musimy mieć takiego, ale to jedyny sposób, by przywrócić normalność).
AndrzejuL - nasz zarządca ma licencję, jest na liście zarządców... A sprawa do KOZ została złożona w maju 2006 roku. Mam nadzieję, że lada dzień dostaniemy decyzję w tej sprawie.
Wspólnota liczy 5 lokali.
Na zarzut, że on, jako współwłaściciel nie płaci, odpowiedzi były przeróżne, ale zasadniczo nie uważał, że mamy w ogóle prawo od niego żądać czegokolwiek. Mówił, że wpłaci jednorazowo, jak będzie trzeba... że on nie ma, bo my przestaliśmy mu płacić wynagrodzenie jako zarządcy (dodam, że jak płaciliśmy regularnie to też nie wpłacał za siebie). Albo że on nie będzie nam się tłumaczył.
Kiedy ubezpieczyliśmy cały budynek, wykładając za jego część kwotę składki, usłyszeliśmy, że nie widzi podstaw żeby oddać, bo to nasze ubezpieczenie a nie jego, i on się na nie nie zgadzał i że tylko on może różne umowy zawiązywać (zaliczkami na ubezpieczenie wplacane przez nas od początku funkcjonowania wspólnoty dysponował on... my nawet nie mielismy dostępu do wyciągów bankowych - co się stało z pieniędzmi - nie wiemy, ale on zapewne wszystko potrafi zgrabnie przed urzędami wyjaśnić).
To taka trochę walka z wiatrakami, a rozmowy z nim nie przynoszą skutków żadnych. Pewnie, że możemy złożyć do sądu wezwanie do zapłaty... ale tak musielibyśmy robić z dosłownie z każdą kwestią. I to my musimy się użerać, biegać po urzędach, stresować, tracić czas i pieniadze mimo, że to on postępuje nieuczciwie.
Generalnie wszystko jest do ustalenia i umówienia, pod warunkiem, że będzie tak jak on chce... za takie stawki jakie on chce i na zasadach ustalonych przez niego, a umowy (np.śmieci czy bank) będą podpisane w firmach wybranych przez niego... Bo każda nasza propozycja, wnoszony przez nas wniosek o jakąś zmianę, on uważał za bezzasadny. I koniec dyskusji, bo i tak on musi się zgodzić...
To w skrócie.
Macie jeszcze jakieś propozycje?
Jak widzicie, sytuacja wydaje się byc patowa.
Ale ja cały czas wierzę w sprawiedliwość... może to naiwne?
Pozdrawiam wszystkich